Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

 Chciałam wysadzić w powietrze wszystko co mnie otacza. Chciałam zostać  na świecie sama, samiutka, by wreszcie zebrać moje życie do kupy, przeanalizować dogłębnie każdą myśl, poskładać wszystkie rozsypane fragmenty układanki w jedną całość. Chciałam, by w końcu moje życie stało się dla mnie jasne i przejrzyste. Chciałam dotrzeć do wnętrza samej siebie, dobrze zapoznać się z tą istotą, która drzemie w tym ciele i zaakceptować ją. A potem chciałam, nie wiem jak, ale naprawdę chciałam przywracać powoli do życia tych ludzi, których kocham. I chciałam żeby oni też poznali tą osobę, którą ja znam i żeby ją zaakceptowali.

Chciałam, chciałam… Ja zawsze coś chcę. I nigdy nic nie dostaję. Co niby w tej chwili robi Bóg? – zastanawiam się. Ma kompletnie wszystko w nosie i zajmuje się jedynie własnymi sprawami? Albo może umywa ręce od całego zła, które mi wyczynił? Ma wobec mnie inne plany? Serio? – Boże, jeśli masz wobec mnie inne plany to zrozum, że nie jestem tak silna psychicznie jak sądzisz, abym mogła znieść Twoje kaprysy – wrzeszczę w myślach. Albo lepiej – może Bóg teraz daje tym, którzy o nic go nie proszą, bo mają nadmiar?  To jakaś gra, tak Boże? – Zaczęłam przeklinać Go po cichu. Klęłam używając najgorszych określeń, w ogóle nie zastanawiałam się nad tym co mówię. Po prostu, rozwijałam myśl, która akurat przyszła mi do głowy. Analizując wtedy całe swoje doczesne życie akcentowałam szczególnie jego złe chwile. Całą praktycznie winę zwaliłam na Boga. Pomyślałam, że jeśli ja mam się spowiadać Mu z moich grzechów, które Go obraziły, a On ma mi je wybaczyć, to ja wytknę Mu Jego błędy, którymi On mnie obarczył i może Mu je wybaczę, a może nie. Co mi tam.

Watanabe stał bez ruchu naprzeciwko mnie i przyglądał się wszystkiemu z uwagą. Nie widziałam go, ale doskonale potrafiłam to sobie wyobrazić. Już nie raz mieliśmy takie sytuacje, kiedy nie potrafiłam wydostać się z emocjonalnego dołka. Kiedy już w niego wpadam nikt nie potrafi mnie wyciągnąć z tego bagna. Nikt nie jest tak blisko mnie żeby wiedzieć jak i ja sama też tego nie wiem. Żeby odnaleźć siebie potrzebna mi bratnia dusza. Sama jestem przecież niekompletna. Watanabe nigdy nawet nie próbował przekroczyć tej cienkiej granicy by stworzyć razem całość.

Wyobrażałam więc sobie, że stał bez ruchu wpatrzony we mnie i z wymalowanym na twarzy współczuciem słuchał wszystkiego co mam do powiedzenia. Ze strzępków zdań próbował wyczytać jakiś sens tych słów i wyobrażałam sobie jak wiele trudu zajmuje mu zrozumienie mnie. Czasami mu współczułam, że los zesłał mu tak trudną osobę jaką jestem ja. Tak nieznośną, nie wartą jakiegokolwiek uczucia, zadufaną, nadętą hipokrytkę jak ja. W jednej chwili zrobiło mi się niesamowicie przykro z tego powodu, poczułam się winna całej sytuacji i chciałam go przerosić.

- Chce po prostu przez chwilę pobyć sama – powiedziałam w końcu.

Tak już jest. W głowie mam totalny bałagan. W jednej sekundzie na usta ciśnie mi się potok słów, ale  i tak w efekcie wypowiadam jedynie najbardziej potrzebne dla słuchacza informacje. Moje wypowiedzi są surowe i pozbawione emocji. Prawdopodobnie rozmawiając ze mną nic z nich nie wyczytasz. Nie dowiesz się co tak naprawdę myślę o sobie, o moim życiu, o otaczającej mnie rzeczywistości. Ale, dam sobie za to rękę uciąć, pewnie jeszcze niejeden raz się na ten temat wypowiesz. Taka już jest chyba nasza mentalność. Stajemy się niesamowicie hardzi, kiedy ktoś tak wobec nas postępuje. Ale warto zwrócić uwagę, że i my robimy to samo. Oceniamy każdego, pod każdym względem, jeśli nie publicznie, to świadomie, w myślach, bądź gdzieś w głęboko skrywanej podświadomości. Jesteśmy oceniani i jesteśmy z tego powodu sfrustrowani. Sami oceniamy. I jesteśmy hipokrytami.

Na tę myśl zaczęłam jeszcze bardziej nienawidzić siebie i otaczający mnie świat.

Siedziałam skulona pod ścianą, moje ręce ściskały mocno kostki u stóp, a głowę trzymałam wciśniętą w kolana. Chyba lekko się kołysałam. Nagle w jednej sekundzie coś dziwnego mną pokierowało. To było jak błysk, olśnienie. Coś jakbym przez chwile to nie ja sterowała swoim ciałem. Uniosłam najpierw wysoko głowę i popatrzyłam na Watanabe. Uśmiechnęłam się ironicznie, bo przecież przed chwilą poprosiłam go żeby wyszedł. Teraz wydawał mi się kompletnie obcą osobą. Dosłownie, miałam wrażenie jakbym zupełnie pierwszy raz z nim rozmawiała. Również spojrzał na mnie, Jego oczy kompletnie nic mi nie mówiły. Wbił we mnie przerażająco pusty wzrok i czekał aż coś powiem. W końcu uniosłam się i coś żyjącego we mnie przemówiło. (Do dziś jestem pewna, to nie mogłam być ja, od dłuższego czasu nie przejawiałam skłonności mówienia pełnymi zdaniami do drugiego człowieka)

- Słuchaj, Watanabe. Nigdy nie wyrzucę z pamięci kogoś kto tak namącił w moim życiu. Tak się po prostu nie da. – Tu zawiesiwszy głos spuściłam głowę jakbym wstydziła się tych słów.  Czułam jednak na sobie jego wzrok i skupienie, i wiedziałam że nie mogę przestać mówić - Nie znasz mnie od zawsze i nie wiesz jaka byłam zanim poznałam Anię. Byłam niby podobnie jak teraz rozdarta na kawałki i trzeba było mnie powoli naprawiać i uczyć jak obcować z drugim człowiekiem. Byłam w sumie taka sama jak teraz, ale wiesz co się tylko różniło? Nie wiedziałam o tym, że potrzebuję jej do normalnego funkcjonowania. Pojawiła się w moim życiu z przypadku i sprawiła, że przez moment widziałam je w jasnych kolorach, że było poukładane i przejrzyste, i że ja sama tworzyłam doskonałą całość. Rozumiesz? Nie wiedziałam o tym, że potrzebuję jej żeby to osiągnąć. Pojawiła się, sprawiła, że taka się stałam i odeszła. I teraz jestem tak rozbita jak wtedy, ale już wiem, że potrzebuję Cię żeby to zmienić i wiem, że historia się powtórzy. O to chodzi, że pierwsze kontakty z drugim człowiekiem zawsze są czyste i pierwsze, i będzie się te uczucie nosiło w sercu do końca życia, bo jest wyjątkowe. I cieszy i rani z każdym wspomnieniem. Ania była moją ostoją, punktem spokoju i wyciszenia. Kochałam ją jak bezbronne dziecko tuż po narodzeniu kocha swoją matkę. Byłam od niej całkowicie uzależniona, wszystko co robiła ona robiłam też i ja, zupełnie jakby ją i mnie łączyła niewidzialna pępowina. Pewnego dnia pępowina przerwała się. Nie wytrzymała napięcia i pękła. Teraz trzeba mnie na nowo poukładać.

 

Nie pamiętam dokładnie co zrobił Watanabe po tych słowach, ale wiem, że od tego momentu poczułam jak z serca spada mi ogromny ciężar. Chyba te niezwykle dotykające mnie zdarzenia stanowiły dla mnie ten ciężar. Dlatego tak bardzo ważnym było wtedy dać wszystkiemu upust. Mam na sercu jeszcze kilka takich ciężarów, ale i na nie przyjdzie kiedyś  czas.

Chodzi o to, że w życiu trzeba czasami zgniewać się na wszystko co nas otacza. Nawet na Boga. Nie można być wiecznie przykładną matką, córką, żoną, uczennicą, ogólnie rzecz biorąc nieskazitelnie czystym człowiekiem. To z czasem znudzi się, nie tyle otoczeniu, ale nam samym i zbuduje niesamowicie silną frustrację, jak ta, która wówczas mnie dopadła.

 

 

 _____________________________

buszujacawzbozu

Reposted byrisemecytatycytatyniewdziecznazupsonjuszkaeXYZ

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl