Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
- Przestań już, proszę Cię przestań - wrzeszczałam zanosząc się histerycznym płaczem. Zamilkła. Obydwie spoważniałyśmy. Echo tych słów odbiło się od pobliskich budynków, rozniosło po całej okolicy, po czym ponownie rozbrzmiało w moich uszach, ale tak jakby to był jakiś obcy głos. Jak gdyby moja osoba rozdzieliła się na dwie skrajnie różne od siebie postacie. Jedna to ta wariatka, która wydziera pysk pod oknami sąsiadów o 3 nad ranem, a druga to ta, która jest zmuszona patrzeć na ten nędzny obraz, bo nie może nic innego zrobić. Jej oczy zdają się mówić: Nie warto. Oni Cię nie rozumieją, w ich oczach jesteś furiatką. Ale ja darłam się dalej. Coś we mnie wstąpiło. We wszystkich członkach czułam nagły przypływ energii i gotowa byłam ruszyć do niej i pobić ją. Dosłownie, byłam gotowa podbiec i zacząć bić tą dziewczynę, bo wydawało mi się, że ona nie rozumie nic z tego co do niej mówię. Że ona ciągle ma w głowie spaczony obraz mojej osoby. A ja chciałam na siłę wytłumaczyć jej, że nie jestem taka, ale zupełnie inna i w tej chwili wydawało mi się, że nie wbiję jej tego do głowy niczym innym jak ciosami wymierzonymi kolejno: w brzuch, aż zegnie się w pół, w piszczel, aż runie na ziemię, potem w głowę, w plecy, w ręce, stopy, uda, tyłek, piersi, waginę. Chciałam ją zniszczyć i chciałam zniszczyć nie tylko ją. Chciałam wysadzić w powietrze cały ten świat. Chciałam zostać  na nim sama, samiutka, by poukładać sobie każdy element mojego życia. Przeanalizować dogłębnie każdą myśl, poskładać wszystkie rozsypane fragmenty układanki w jedną całość. Chciałam by w końcu moje życie stało się dla mnie jasne i przejrzyste. Chciałam dotrzeć do wnętrza samej siebie, dobrze zapoznać się z tą istotą, która drzemie w tym ciele i zaakceptować ją. A potem chciałam, nie wiem jak, ale chciałam przywracać powoli do życia tych ludzi, których kocham. I chciałam żeby oni też poznali tą osobę, którą ja znam i żeby ją zaakceptowali. Nie wiem  czy mnie rozumiecie. Chciałam, żeby znali w stu procentach, czystą mnie, nie osobę, którą jak oni twierdzą jestem. I żeby mnie kochali.
Stałam przemoknięta do szpiku kości. W tle słychać było jedynie krople deszczu intensywnie spadające na parapety mieszkań. Klimat już nieźle mi się udzielił, aczkolwiek zdążyłam do tego momentu trochę okiełznać pierwsze emocje i ostatecznie odrzuciłam myśl o biciu jej. Kochałam ją. Była jedyną osobą, z którą mogłam w tamtym niezwykle trudnym dla mnie okresie błogo trwonić czas. Nie wiem czy rozumiecie o co mi chodzi. Dogadywałyśmy się doskonale, ale nie mogłam jej na każdym kroku tego okazywać, ale ona wiedziała dlaczego. Kiedy wszystko idzie zbyt gładko, po pewnym czasie coś we mnie wybucha. Tak nie może być, coś musi się skomplikować, coś trzeba sobie wyjaśnić, na czymś trzeba wyładować swoją frustracje szarą rzeczywistością. I nam razem doskonale to wychodziło.
Uniosłam głowę i wyprostowałam się - Słuchaj Mira. - jej oczy ciągle wpatrywały się we mnie, ale nie było w nich żadnej emocji. Jej spojrzenie było puste i przeszywało moje serce. - To nie jest tak, że Cię nie kocham. Jesteś dla mnie bardzo ważna, naprawdę. Ale powinnaś wiedzieć, że nigdy nie wyrzucę z pamięci kogoś kto tak namącił w moim życiu. Tak się po prostu nie da. Nie znasz mnie od zawsze i nie wiesz jaka byłam zanim Ją poznałam. Byłam niby podobnie jak teraz rozdarta na kawałki i trzeba było mnie powoli naprawiać i uczyć jak obcować z drugim człowiekiem. Byłam w sumie taka sama jak teraz, ale wiesz co się tylko różniło? Nie wiedziałam o tym, że potrzebuję jej do normalnego funkcjonowania. Pojawiła się w moim życiu z przypadku i sprawiła, że przez moment widziałam je w jasnych kolorach, że było poukładane i przejrzyste, i że ja sama tworzyłam doskonałą całość. Rozumiesz? Nie wiedziałam o tym, że potrzebuję jej żeby to osiągnąć. Pojawiła się, sprawiła, że taka się stałam i odeszła. I teraz jestem tak rozbita jak wtedy, ale już wiem, że potrzebuję Cię żeby to zmienić i wiem, że historia się powtórzy. O to chodzi, że pierwsze kontakty z drugim człowiekiem zawsze są czyste i pierwsze, i będzie się te uczucie nosiło w sercu do końca życia, bo jest wyjątkowe i jedyne. I cieszy i rani z każdym wspomnieniem. Ania była moją ostoją, punktem spokoju i wyciszenia. Kochałam ją jak bezbronne dziecko tuż po narodzeniu kocha swoją matkę. Byłam od niej całkowicie uzależniona, wszystko co robiła ona robiłam też i ja, zupełnie jakby ją i mnie łączyła niewidzialna pępowina. Pewnego dnia pępowina przerwała się. Nie wytrzymała napięcia i pękła. Teraz trzeba mnie na nowo poukładać.


/ - buszujacawzbozu

ps. Tekst nie jest o lesbijskiej miłości :>
Reposted bykasiarzynanolovenofreedomnienieniecytatytedibeanadzienieejMartadelighteddjustapersonnoti

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl